Obrona dwóch rycerzy

Dzisiejszy pomysł na scenariusz/przygodę/cokolwiek sponsoruje Wikipedia i hasło: Two Knights Defense.

Najpierw zrobię sobie „burzę mózgów jednym mózgiem połączoną ze strumieniem świadomości” aby zbudować bazę symboli, na których oprę całą historię. Bo jakoś nic mi nie przychodzi do głowy na zawołanie… Chyba nie mój dzień 😉

Na pustkowiu okalającym Hochlandzką twierdzę Aldenschloss, w niedalekiej odległości od wsi Mülden, stoi starożytny bastion Wysokich Elfów, zwany przez miejscowych „Felszacke” – czyli Stroma Skała. Spośród gigantycznych bloków piaskowca, granitu i bazaltu, rozrzuconych w nieładzie – jak drewniane klocki trzepnięte ręką przez złośliwego bachora – wznosi się smukła wieża, prawie nieuszkodzona.

W owej wieży mieszkał od wielu, wielu lat pewien święty mąż, pustelnik i uzdrowiciel, zwany po prostu Hansem. W jaki sposób dawał sobie radę na tym odludziu, nie wiadomo. Upływający czas okrył jego imię welonem tajemniczości i sprawił, że Stroma Skała zagościła w ludowych opowiadaniach i bajkach.

Od czasu do czasu zdesperowany podróżnik wyruszał na poszukiwanie Stromej Skały, Hansa i jego pomocy. I jak to często bywa w takich przypadkach – raczej nie wracał z powrotem. Takie wydarzenia jeszcze bardziej podsycały lokalny mit o Hansie ze Stromej Skały.

Pewnego jesiennego dnia Roku Imperium dwa tysiące pięćset piętnastego zachorował nagle syn pana na zamku Aldenschloss, siedemnastoletni Geraldt. Graf Carl Träumer von Aldenschloss, jego ojciec, szukający pomocy wśród medyków i nie znajdujący jej – wysłał wreszcie swoich zaufanych rycerzy, aby sprowadzili Hansa ze Stromej Skały.

Rycerzy było czterech, towarzyszyło im trzech giermków i pięciu piechurów.

Bardzo szybko dotarli do wsi Mülden, jednak gdy tylko zapuścili się w Splątane Wzgórza (Verwechseln Höhenzug), zabłądzili. Nigdy zresztą nie mieli pewności, czy wskazówki uzyskane od wieśniaków do czegokolwiek się nadają.

Pierwszy zginął Lucas Kästner, jeden z kuszników. Zielonozłoty gąszcz, który niemiłosiernie utrudniał im wędrówkę, wybuchnął w pewnej chwili gradem strzał. Były to małe, lekkie i prymitywne strzały, które w większości przypadków odbijały się od pancerzy nie czyniąc nikomu krzywdy. Lucas musiał mieć pecha, albo sprowadził na siebie nieszczęście jakimś grzechem, gdyż strzała trafiła go prosto w usta. Dusił się i dławił przez pół godziny, zanim nie skonał.

Kolejnego dnia koń Ingeburga Kittelmanna zsunął się ze skarpy razem ze swoim jeźdźcem, łamiąc sobie kark i zabijając rycerza własnym ciężarem. Urwisko było na tyle niebezpieczne i strome, że nie pokuszono się o zejście i wydobycie ciała oraz ekwipunku. Nastroje pogorszyły się do tego stopnia, że postanowiono wracać. Jedynym problemem było ustalenie marszruty powrotnej.

Gdy nocą rozbijano obóz, nikt nie przypuszczał, że dla większości będzie to ostatni popas.

Namioty stanęły na niewielkim przerzedzeniu. Zdążono wbić ostatnie kołki chwilę przed tym, jak z nieba lunęły strugi deszczu. Gdy grubo po północy nawałnica się skończyła, Dominik Riesemaier, sierżant kuszników, postanowił zadośćuczynić potrzebom ciała i wyszedł z namiotu szukając ustronnego miejsca. Gdy znalazł się na zewnątrz, akurat w tym momencie chmury rozwarły się na chwilę i w świetle księżyca sierżant Riesemaier spostrzegł, że obozują nie więcej niż pięćdziesiąt sążni od jakiejś zrujnowanej budowli kształtem przywodzącej na myśl kaplicę, jaką buduje się Sigmarowi w cywilizowanych częściach Imperium. Księżyc zniknął za chmurami tak szybko, jak się pojawił i ponownie zerwał się wiatr. Żołnierz truchtem podreptał na bok i przykucnął pod krzakiem ściągając spodnie.

Rano nikt nie potrafił powiedzieć, co stało się z sierżantem. Gdy zauważono niezwykłą (ze względu na lokalizację) budowlę, troskliwie przygarniętą przez puszczę, natychmiast postanowiono zaglądnąć do środka. W wielkim, kwadratowym pomieszczeniu z łatwością pomieścili się wszyscy. Każdy chciał zobaczyć, co takiego spowodowało okrzyk obrzydzenia i grozy, wydobywający się z gardła młodego Jaspera, jednego z giermków, który pierwszy zniknął we wnętrzu.

Na wielkiej kamiennej płycie, zajmującej środek pomieszczenia, leżała najdziwniejsza i najobrzydliwsza masa szczątków różnych istot, jaką możecie sobie wyobrazić. Wyglądało to tak, jakby jakiś chory umysłowo lalkarz chciał skonstruować gigantyczną pacynkę zszywając ją z kończyn i korpusów należących do zwierząt, ludzi, orków i tiermenschów, łącząc kości drutem i sztukując brakujące elementy drewnem. Całe to monstrum musiało mierzyć ponad trzy sążnie.

Zmrożeni ohydą tego, na co się natknęli, nie zauważyli ruchu na zewnątrz do chwili, kiedy stojący najbliżej wyjścia dumny Erhardt Ahrendt von Panzer zawył z bólu spoglądając na ostrze piki wyzierające mu z brzucha. Pikę wyrwano i krew buchnęła szeroką strugą. W ostatniej świadomej chwili myślał o napleczniku leżącym w namiocie.

Rozgorzał okrutny bój. Mimo tego, że stanowili wyszkoloną i mężną kompanię, nie mieli dużych szans przeciwko poruszającym się wbrew naturalnym prawom wszechświata, półnagim, pokrytym rytualnymi tatuażami smukłym, prawie hermafrodytycznym bestiom. Elfy poruszały się z nieziemską gracją, w zupełnej ciszy, dokonując precyzyjnej rzezi wśród ludzi.

– Do mnie, Synowie Sigmara! Za Imperium! – krzyczał Waltraud Jorn Schreck von Tech herbu Czerwonego Pięcioliścia, wymachując półtorakiem.

– Do mnie, psubraty! Zewrzeć szyki, ścierwa! – wrzeszczał, plując dokoła Jonathan Christian Steinheuer von Isenberg herbu Trzech Błękitnych Wodogrzmotów.

Dzielna kompania z zamku Aldenschloss legła bez życia u stóp rycerzy, spływających krwią wroga, towarzyszy i swoją własną. Stojąc plecami ku sobie, dysząc ciężko łypali przekrwionymi oczami na zbliżającego się smukłego demona o oczach lśniących srebrzyście w iście diabelski sposób.

– Ginihcze wyzuniawczy Chaasu! – wyśpiewał demon i rzucił się sam jeden na broniących swojego honoru i życia dwóch rycerzy.


Zamów subskrypcję tego bloga – będziesz informowany o nowych postach e-mailem.

Odwiedź sklep z grami: www.rebel.pl

Advertisements

~ - autor: malleusbellum w dniu 28 marca 2007.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: