Warh B

Otworzyłem właśnie nową kampanię, aby móc przełączać się z jednej (tej poprzedniej, której demka i streszczenia możesz znaleźć na tym blogu), na drugą – w zależności od stopnia wyjałowienia wyobraźni.

Występują (ci sami co poprzednio gracze): Winfried, rycerz zakonu Płonącego Słońca, który – walcząc na północy – doznał w wyniku nieznanych wydarzeń częściowej amnezji, oraz Ulrik, elf-podrzutek, wychowany przez wieśniaków na prośbę (a raczej kategoryczny rozkaz) swojego ojca (?).

Demko przed sesją szło tak:

Winfried ocknął się, mając wrażenie, jakby przed chwilą śnił o czymś potwornie istotnym, a co rozpłynęło się bez śladu we mgle niepamięci. Leżał w niewygodnej pozycji wśród paproci i mchów.

Wokół porozrzucane były najróżniejsze sprzęty, przyozdobione szczątkami wozu. Ciężki pojazd przygniótł woła i chyba przetrącił mu kręgosłup, bo zwierzę tłukło bezsilnie łbem i przednimi nogami, nie mogąc się wydostać.

Podniósł się i postąpił kilka kroków w kierunku martwego rycerza. Połamane ręce, rozbity hełm, reszta ciała pod martwym rumakiem. Nawet po śmierci wzbudził w Winfriedzie grozę – ohydne ornamenty i bluźniercze sentencje pokrywały pancerz, a godło na tarczy symbolizowało jedną z potęg Chaosu – Tego, Który Plącze Ścieżki.

Wzdrygnął się z zimna zdając sobie sprawę, że odziany jest tylko w lnianą koszulę sięgającą kolan. Wśród porozrzucanego dobytku spostrzegł nagle swój rodowy miecz, który dostał od ojca. Chwycił go w dłoń.

Zaczął wspinać się stromą ścianą jaru ku górze, ku traktowi, gdy usłyszał wołanie o pomoc.

Ulrik wiedział, że w ten sposób ryzykuje rychłą śmierć, jednak zdecydował się wzywać ratunku mimo wszystko. Koń pod nim zadreptał zdenerwowany. Powróz na szyi otarł się nieprzyjemnie o skórę, lina naprężyła się. Wciąż miał nadzieję, że któryś z jego ludzi jeszcze żyje i przyjdzie mu z pomocą. Uspokoił konia melodyjnym głosem.

Czuł ogromne brzemię porażki. Wszędzie wokół leżały martwe ciała jego gwardzistów w śmiertelnym uścisku z trupami napastników. Konkluzja niestety była smutna: ktoś zdradził.

Popatrzył na dwójkę wisielców, starego Arno i młodziutką Helene. Niedługo do nich dołączy, jeżeli nie zdarzy się jakiś cud.

Winfried wypełzł z krzaków, osłaniając oczy od jasnego, słonecznego światła. Całe ciało drżało mu, jakby dopiero co przebudził się po trwającym miesiąc śnie.

Roztaczający się przed nim obraz leśnego duktu nie był przyjemny. Rozczłonkowane ciała, kałuże i bryzgi krwi, nieprzyjemnie lśniące w słońcu wnętrzności i otwarte rany. Twarze wykrzywione bólem i twarze oszpecone żelazem. Kilka koni spokojnie skubiących trawę. Dwóch wisielców. I jeden niedoszły, gapiący się na Winfrieda oczami zdradzającymi skrajne zdumienie. Stał na koniu, balansując lekko, a na szyi zadzierzgniętą miał pętlę powrozu.

A teraz krótkie streszczenie krótkiej sesyjki:

Winfried wydostawszy się z parowu uwolnił Ulrika. Ulrik opowiedział mu historię całego zajścia, wyjaśnił mu także przyczynę jego (Winfrieda) stanu. Otóż zapadł on na ciężką chorobę w wyniku odniesionych ran i on (Ulrik) wiózł go właśnie do znachorki. Jednakże podczas ataku bandy Chaosu jeden z napastników zamienił się w kopię Winfrieda i uciekł w las. Ulrik zasugerował, że częściowa amnezja Winfrieda jest wynikiem kradzieży wspomnień dokonanej przez owego mutanta/ducha/demona/whatever.

c.d.n.

Advertisements

~ - autor: malleusbellum w dniu 2 stycznia 2008.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: